Pamiętnik mamy

Tharsiny Thanendran

„Chcę znowu czuć się sobą w moim własnym ciele”. Myśli o ciele po porodzie i równowadze między macierzyństwem a tożsamością.

Thas została mamą Umy – która przyszła na świat sześć tygodni za wcześnie, zapewniając intensywny początek macierzyństwa. W tym „Dzienniku Mamy” Thas szczerze dzieli się swoimi przemyśleniami na temat czasu przed i po porodzie oraz pragnienia, by znów czuć się dobrze w swoim ciele. Jednocześnie opisuje coś, co wiele osób może rozpoznać: miłość do dziecka i pragnienie odnalezienia siebie mogą istnieć obok siebie.

26 marca 2026

<p>Życie, które już było dobre</p>

Życie, które już było dobre

„Tak naprawdę znam Petera od wielu lat” – opowiada Thas. Przeprowadziła się do Kopenhagi w 2015 roku i – nie wiedząc o tym – wynajęła jego mieszkanie przez swojego brata. Dopiero kilka lat później spotkali się ponownie na weselu. Chemia była, ale timing nieodpowiedni.

„Spotykamy się tak raz w roku. Zawsze coś się dzieje – ale nigdy tak naprawdę nic konkretnego.”

Aż pewnego dnia.

„Przypadkowo trafiamy do tego samego samolotu. A kiedy wracamy do domu, zaczynamy się spotykać. I tak jesteśmy razem od tamtej pory.”

Dziś są parą od prawie siedmiu lat i małżeństwem od 2023 roku.

Mieli życie pełne wolności, spontaniczności i silne poczucie, że są dokładnie tam, gdzie chcą być. Dlatego decyzja o dzieciach nie wyniknęła z klasycznej tęsknoty.

„Mieliśmy naprawdę piękne życie. Podróżowaliśmy, pracowaliśmy i spędzaliśmy czas z przyjaciółmi. Tak naprawdę nie czuliśmy, żeby czegoś nam brakowało.”

Decyzja narodziła się raczej z cichej ciekawości.

„Byliśmy tacy… zobaczmy, co się stanie.”

A kiedy zaszła w ciążę, perspektywa się zmieniła – nie dlatego, że wcześniej czegoś brakowało, ale dlatego, że pojawiło się coś nowego.

Od codzienności do porodu w kilka godzin

Ciąża, wbrew oczekiwaniom, przebiegała bez komplikacji – była tak spokojna, że wydawała się nierealna.

„Cały czas czekałam, aż coś się wydarzy – mdłości, dyskomfort – ale nic się nie działo.”

Być może dlatego kontrast z porodem był tak wyraźny. Zwykły dzień – z codziennymi obowiązkami i mężem na wieczorze kawalerskim – nagle zamienił się w coś zupełnie innego.

„Wracam do domu i czuję się, jakbym zmoczyła spodnie.”

To, co początkowo wydaje się nieszkodliwe, okazuje się początkiem porodu. Sześć tygodni przed terminem.

Dzwoni do położnej. „Musisz jechać teraz.”

Image 1

Peter jest na wieczorze kawalerskim. „Wypił 10 kieliszków wódki” – śmieje się.

„A ja tylko mówię: Chyba mi wody odeszły.”

Natychmiast wsiada w taksówkę i jedzie w kierunku Thas, podczas gdy ona w pośpiechu pakuje torbę – nie wiedząc do końca, co tak naprawdę będzie potrzebne. Krótko potem siedzą razem w taksówce w drodze do szpitala.

Potem wszystko dzieje się szybko. Bardzo szybko.

„Od momentu, kiedy stałam i miałam malować kuchnię, do momentu, kiedy urodziłam… wszystko działo się tak szybko, że prawie nie rozumiałam, co się stało.”

Pięć godzin i 45 minut później Uma się rodzi. Skurcze parte trwają tylko 20 minut. „Nie zdążyłam na żadne środki przeciwbólowe. Po prostu nie było czasu.”

Uma rodzi się sześć tygodni przed terminem i waży zaledwie dwa kilogramy. W ciągu kilku godzin Thas przechodzi z codzienności do macierzyństwa – w intensywnym przejściu, gdzie ciało przejmuje kontrolę, zanim myśli zdążą za nim podążyć.

Image 2

Początek, na który nie da się przygotować

Ponieważ ich córka urodziła się sześć tygodni przedwcześnie, życie rodzinne rozpoczęło się nie w domu, lecz w szpitalu. Był to początek naznaczony monitorowaniem, dźwiękami i ciągłą uwagą na najmniejszy znak.

„To było naprawdę intensywne. Leży się tam ze wszystkimi innymi małymi dziećmi, a wszystko miga i hałasuje.”

Była mała i potrzebowała pomocy zarówno z ciepłem, jak i jedzeniem, co stworzyło wyjątkową atmosferę w pierwszych chwilach macierzyństwa.

„Człowiek ciągle się martwi. Czy oddycha, czy jej serce bije, czy wszystko jest tak, jak powinno być.”

Nie był to spokojny początek, jaki wielu sobie wyobraża – lecz czas, w którym miłość i troska współistniały obok siebie.

<p>Kiedy codzienność staje się stanem wyjątkowym</p><p></p>

Kiedy codzienność staje się stanem wyjątkowym

Kiedy wrócili do domu, warunki się zmieniły – ale nie intensywność.

Dni szybko ustrukturyzowano wokół stałych interwałów. Jedzenie, sen, odciąganie. Powtórzenia, które nie zostawiały wiele miejsca na nic innego.

„Odciągałam mleko co trzy godziny. Karmiłam sondą. Było się po prostu w takim zawieszeniu.”

Czas zlewał się w jedno i trudno było znaleźć rytm w czymś, co ciągle wymagało uwagi. „Nie było żadnego przepływu – tylko przetrwanie.”

Ale w środku tego wszystkiego, małe postępy zaczęły robić różnicę. Kiedy ich Uma nie potrzebowała już sondy, stało się to wyraźnym punktem zwrotnym.

„To było tak, jakbyśmy stali się normalną rodziną. Teraz byliśmy po prostu my.” Zmiana, w której codzienne życie powoli stawało się znów rozpoznawalne.

<p>Nie zatracić się</p><p></p>

Nie zatracić się

W obliczu nowych wyzwań dla Thas kluczowe było to, by pozostać sobą – nie jako opór wobec macierzyństwa, ale jako sposób na bycie w nim.

„Bałam się, że zmienię się całkowicie. Ale nadal czuję, że jestem sobą.”

Życie nie jest takie samo jak wcześniej. Jest wolniejsze, bardziej zaplanowane i wymaga większej ostrożności. Ale jego treść jest wciąż rozpoznawalna. Nadal podróżują, spotykają się z przyjaciółmi i stawiają na doświadczenia – tylko w innym tempie.

„Robimy te same rzeczy – tylko wolniej.”

Rodzina odwiedziła już m.in. Nową Zelandię, Australię i Singapur, a chęć poznawania świata nadal stanowi część ich wspólnej tożsamości. Jednocześnie świadome wybory były konieczne, aby znaleźć w codziennym życiu przestrzeń dla siebie.

Ona i Peter ułożyli swoje codzienne rutyny tak, aby mogła biegać rano kilka razy w tygodniu, zanim rozpocznie się dzień – to mała, ale ważna przestrzeń.

„Dla mnie było niezwykle ważne, aby postawić na siebie. Inaczej chyba trochę traci się siebie.”

I właśnie to jest dla niej sednem: być w stanie pomieścić obie te rzeczy jednocześnie.

„Nie wyobrażałam sobie, że jej tutaj nie ma. Ona jest po prostu wisienką na torcie.”

<p>Ciało – i to, czego nie zawsze mówimy głośno</p>

Ciało – i to, czego nie zawsze mówimy głośno

Ciało po ciąży dla wielu wiąże się z oczekiwaniami – zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi.

„Naprawdę chciałabym być tą 'cool mamą', która po prostu czuje się swobodnie w swoim ciele”.

Ale rzeczywistość rzadko jest tak prosta. Dla Thas chodziło o nawigowanie po wielu emocjach naraz.

„Jestem dumna, że moje ciało stworzyło dziecko. To niesamowite. Ale chcę też znowu być sobą”.

I właśnie to jest dla niej ważne, żeby powiedzieć to głośno. Że te dwie rzeczy się nie wykluczają.

„Czuję, że istnieje narracja, że należy po prostu objąć to wszystko zaraz po porodzie. A ja nie mogłam. I myślę, że to też powinno być w porządku”.

Może istnieć oczekiwanie, że należy kochać swoje ciało po porodzie. Że należy od razu zaakceptować zmianę. Ale niekoniecznie tak się czuje.

„Przecież nie kocha się swojego dziecka mniej, dlatego że chce się wrócić do tego, co się zna. Te dwie rzeczy niekoniecznie są ze sobą powiązane”.

Uznanie, które daje przestrzeń na szczerość – bez wstydu.

Image 1

Inne tempo – nie inne życie

Thas wkrótce wraca do pracy jako kierownik projektu w Novo Nordisk, a urlop macierzyński zmienił jej podejście zarówno do czasu, jak i kariery.

„Wcześniej bardzo dużo myślałam, czy nie strzelam sobie w stopę, będąc tak długo poza pracą. Ale teraz myślę, że na pewno zdążę ze wszystkim.”

Tam, gdzie kiedyś koncentrowała się na tempie i postępie, dziś patrzy na to inaczej.

„Na pewno zdążę. Ze wszystkim.”

Ambicje nadal są, a chęć do pracy, bycia towarzyskim i rozwoju nie zniknęła.

„Nadal czuję, że jestem tak samo żądna przygód. Nadal chcę wszystkiego.”

Image 2
<p>Znalezienie własnej drogi</p>

Znalezienie własnej drogi

Para rozważa więcej dzieci.

„Myślę, że będziemy chcieli mieć jeszcze jedno. Ale zobaczymy, co się wydarzy.”

Istnieje wiele wyobrażeń na temat tego, jak powinno wyglądać macierzyństwo – jak powinno się czuć, wyglądać i żyć. Ale dla Thas chodzi bardziej o znalezienie własnej drogi w tym wszystkim.

„Można przeczytać wszystkie rady na świecie – ale ostatecznie dziecko potrzebuje tylko swoich rodziców.”

I być może najważniejsze:

„Wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli czuje się to szalenie ciężkie.”

Dla niej kluczowe jest, aby było miejsce na niuanse – także te mniej poruszane.

„I to jest w porządku, chcieć odzyskać swoje ciało. Tak samo jak w porządku jest nie chcieć.”

Ostatecznie nie chodzi o wybranie jednej właściwej drogi bycia matką. Ale o stworzenie miejsca dla wszystkiego – dla miłości i wątpliwości, zmian i znajomości.

Dla Thas nie jest to kwestia albo-albo, ale znalezienia równowagi, w której nadal może być sobą – jednocześnie będąc matką.