Mom Diary

JULIE ZANGENBERG

Macierzyństwo i kariera. Szczera historia o odnajdywaniu równowagi i dbaniu o bliskie chwile.

Po zostaniu matką Julie Zangenberg na własnej skórze doświadcza, jak macierzyństwo wywraca priorytety do góry nogami. Dzieli się swoimi szczerymi myślami na temat wolności, oczekiwań i odnajdywania spokoju w nowej roli.

11 września 2026 r.

JULIE ZANGENBERG

JULIE ZANGENBERG

Macierzyństwo i kariera. Szczera historia o odnajdywaniu równowagi i dbaniu o bliskie chwile.

11 września 2026 r.

Julie Zangenberg zdobyła rozgłos już w wieku 12 lat, grając główną rolę w filmie „Klatretøsen”. Od tego czasu zrobiła karierę, o jakiej większość może tylko pomarzyć, łącząc aktorstwo, przedsiębiorczość i życie w blasku fleszy. Jednak gdy Julie została matką, stało się jasne, że zarówno kariera, jak i macierzyństwo wymagają kompromisów.

„Kiedy urodził się Leo, pracowałam do dnia poprzedzającego zaplanowane cesarskie cięcie, sprawdzałam e-maile dzień po porodzie i trzy tygodnie później wróciłam do biura. To był mój własny wybór, ponieważ moja firma przeżywała kryzys, ale to wszystko było dalekie od typowego urlopu macierzyńskiego.”

Julie jest obecnie w ciąży ze swoim drugim dzieckiem i jest matką czteroletniego syna Leo. Jest żoną Andreasa, z którym dzieli zarówno codzienne życie, jak i obowiązki rodzicielskie.

<p>Rozmowy przed Leo i urlop macierzyński na własnych zasadach</p>

Rozmowy przed Leo i urlop macierzyński na własnych zasadach

Jeszcze zanim Leo przyszedł na świat, Julie i Andreas odbyli wiele rozmów na temat tego, jak podzielą między siebie obowiązki rodzicielskie. Julie bardzo jasno postawiła sprawę, że nie chciała klasycznego podziału ról, gdzie wszystko spoczywa na jej barkach.

„Jeśli masz mieć ze mną dzieci, to my dwoje będziemy mieć dziecko razem – ale z nieco większą odpowiedzialnością i złożonością, niż możesz widzieć u swoich przyjaciół. Bo ja mam zarówno inne zobowiązania, jak i własne życzenia, które również musimy wziąć pod uwagę”, wspomina, że powiedziała Andreasowi.

Mimo to przyznaje, że trudno jej było uwierzyć, że on mówił poważnie. „Ciągle powtarzał, że jest gotowy, ale trudno mi było w to uwierzyć. Dopiero gdy mu zaufałam, zdałam sobie sprawę, że naprawdę mówił poważnie i że to faktycznie się sprawdziło.”

A kiedy Leo przyszedł na świat, dotrzymali umowy. Urlop macierzyński daleki był od klasycznego, ale Julie i Andreas zdecydowali się stworzyć własny model w środku chaosu z firmą i otwarciem restauracji. Podzielili się obowiązkami po równo, nawet jeśli oznaczało to noce bez snu i dziecko zabierane na spotkania.

„Stosowaliśmy model wioskowy, gdzie pomagało więcej osób, a ja i mój mąż dzieliliśmy się urlopem 50/50. Ja odciągałam mleko, żeby on mógł dawać butelkę, on zmieniał tyle samo pieluch co ja, on zabierał Leo na spotkania, ja zabierałam Leo na spotkania.”

Dla Julie to doświadczenie było potwierdzeniem, że można iść pod prąd oczekiwaniom i nadal stworzyć szczęśliwy początek jako rodzina – tyle że na własnych warunkach.

Nawet przy wyraźnym porozumieniu i równym podziale obowiązków z Andreasem, nie zawsze było łatwo. Julie doświadczyła, że stare wyobrażenia o macierzyństwie szybko się zakradały, i czuła, jak zarówno jej własne, jak i cudze oczekiwania mogły wywoływać ciągłe poczucie winy.

<p>Wina, oczekiwania i odnalezienie własnej drogi</p>

Wina, oczekiwania i odnalezienie własnej drogi

Chociaż Julie i Andreas uzgodnili sprawiedliwy podział obowiązków, nie uniknęła wewnętrznych zmagań. Jak wiele innych matek, doświadczała zarówno poczucia winy, jak i ciągłej presji, by sprostać wizerunkowi "perfekcyjnej matki".

"Po porodzie było mi naprawdę trudno prosić Andreasa o przejęcie obowiązków. Czułam się mniej matką i kobietą, jeśli nie robiłam wszystkiego sama. Jest w nas tak głęboko zakorzenione wyobrażenie o tym, jak powinna być dobra matka" - mówi.

Z czasem jednak zrozumiała, że musi zakwestionować te oczekiwania, zarówno swoje, jak i innych. Ona i Andreas uczyli Leo zasypiania, dzielili się nocnymi karmieniami i znajdowali rozwiązania, które działały dla obojga. Zrezygnowała również z karmienia piersią, ponieważ czuła, że jest to dla niej niewłaściwe.

"Przestałam po czterech miesiącach, ponieważ karmienie piersią sprawiało, że czułam się smutna i miałam nudności. Była to trudna decyzja, ale znalazłam spokój w świadomości, że bliskość i miłość można okazywać na wiele innych sposobów."

Dla Julie ważnym odkryciem było to, że można być obecną i kochającą matką, nawet jeśli nie przestrzega się wszystkich tradycyjnych ideałów.

„Staram się dzielić swoimi doświadczeniami, również tymi, które niektórzy mogliby nazwać »nie do końca w stylu supermamy«. Uważam bowiem, że potrzebujemy mniej osądzającej kultury, w której matki mogą znaleźć rozwiązania dopasowane do ich życia”.

<p>Drugi urlop macierzyński – i świadomy wybór różnicy wieku między dziećmi</p>

Drugi urlop macierzyński – i świadomy wybór różnicy wieku między dziećmi

W przeciwieństwie do pierwszego razu, tym razem Julie i Andreas wybrali zupełnie inne podejście do urlopu macierzyńskiego. Podczas gdy przy Leo szybko wróciła do pracy w środku kryzysu firmowego i otwarcia restauracji, teraz świadomie zwolniła tempo. Zamknęła firmę, skróciła czas pracy i zaplanowała dłuższy urlop macierzyński, podczas którego oboje rodziców będzie mogło być bardziej obecnych.

"To jak nowy obszar, ale także proces dojrzewania. Czuję w sobie nową miękkość, na którą wcześniej prawdopodobnie nie pozwoliłam sobie," mówi.

Również decyzja o tym, aby między dziećmi było cztery i pół roku różnicy, była świadoma. “Chcieliśmy trochę poczekać, żeby Leo mógł więcej zrobić sam i zrozumiał, że nie mogę jednocześnie nosić jego i dziecka na trzecie piętro. To daje nam inny spokój w codziennym życiu.”

Dla Julie jest wielką radością widzieć, jak bardzo Leo już cieszy się, że zostanie starszym bratem. Codziennie rozmawia z brzuszkiem, zatrzymuje wózki na ulicy, żeby pokazać mamie sprzęt i ciekawie pyta o wszystko, od pieluch, po to, jak dziecko będzie jeść.

<p>Dlatego wybór padł na Tuttelu</p>

Dlatego wybór padł na Tuttelu

Kiedy Julie została mamą Leo, szybko zdała sobie sprawę, że klasyczne pieluchy dostępne na rynku nie spełniają jej oczekiwań. Brakowało jej zarówno lepszej jakości, jak i bardziej przemyślanego doboru materiałów.

„Naprawdę uważałam, że pieluchy były słabej jakości, kiedy Leo był mały. Za każdym razem, gdy używałam jednej z klasycznych marek, czułam irytację, że nikt nie pomyślał o użyciu innych materiałów. Używamy przecież tak wielu pieluch, a nawet niewielki odsetek z naturalnych materiałów zrobiłby różnicę” – opowiada.

To skłoniło ją do poszukiwań i wtedy natrafiła na Tuttelu. Dla Julie to połączenie materiału bambusowego, modelu subskrypcji i całej idei marki zrobiło wrażenie.

„Pokochałam ten świat i ducha, który się za nim krył. Było jasne, że Tuttelu nie jest skierowane tylko do mam, ale ogólnie do nowoczesnych rodziców. Byłam też wielką fanką pomysłu, by pieluchy były bardziej miękkie i naturalne, a jednocześnie, by całe rozwiązanie subskrypcyjne ułatwiało życie rodzicom. Byłam tak zadowolona, że nie tylko zapisałam się jako klientka, ale także skontaktowałam się z Tuttelu, aby powiedzieć, że ta wiadomość musi dotrzeć do jeszcze większej liczby osób.”

Dla Julie Tuttelu był więc nie tylko praktycznym wyborem, ale także rozwiązaniem, które pasowało do jej przekonania, że codzienne życie można ułatwić, nie szkodząc przy tym dzieciom.

"Posiadanie dzieci nie powinno oznaczać początku ciężkiego i przygnębiającego życia. Dla mnie jest wręcz przeciwnie – moje życie stało się o wiele piękniejsze i bogatsze. Tak, w niektórych aspektach jest ciężko, ale rzeczy, które sprawiają, że jest to trudne, często możemy faktycznie poddać wyzwaniom."

<p>Rada dla przyszłych mam</p>

Rada dla przyszłych mam

Kiedy Julie zostaje zapytana, co chciałaby przekazać innym, którzy stoją w obliczu macierzyństwa, nie ma wątpliwości. Chce zakwestionować narrację, której sama bała się w wieku 20 lat, że dzieci oznaczają pożegnanie z wolnością i karierą oraz powitanie życia naznaczonego wyrzeczeniami.

Podkreśla, że miłość i bliskość nie polegają na spełnianiu perfekcyjnej fasady, ale na znajdowaniu rozwiązań, które mają sens w jej własnej rodzinie.

"Myślę, że musimy być lepsi w odpuszczaniu oczekiwań, zarówno tych, które sami sobie narzucamy, jak i tych, które spotykamy z zewnątrz. Można być fantastyczną matką, nawet jeśli nie robi się wszystkiego według podręcznika. Najważniejsze jest, aby samemu być w całości, aby móc być dla swojego dziecka."

Tymi słowami Julie wysyła jasny komunikat: macierzyństwo nie jest sztywną receptą, ale podróżą, w której samemu ustala się ramy i w której trzeba zarówno wybierać, jak i rezygnować w trakcie.